Zakątek 21
Forum rodziców i przyjaciół dzieci z zespołem Downa. Porady, wsparcie, wymiana poglądów... Zespół Downa to nie koniec świata. Zajrzyj do nas - zobaczysz, że świat ma wesołe pomarańczowe barwy, a zupełnie blisko są ludzie gotowi Cię wesprzeć.

Rehabilitacja ruchowa - Motywowanie do chodzenia

kabatka - 2007-04-26, 11:43
Temat postu: Motywowanie do chodzenia
Niektórzy z Was czasami piszą o prowadzaniu maluchów za rączki. Kojarzycie o co chodzi: maluch stawia kroczki, rączki ma w górze w naszych dłoniach.
A ja się tak zastanawiam, czy tak się powinno robić... Wszędzie widzi się tak prowadzane maluchy, ale czy w przypadku naszych maluchów nie powinno sie bardziej zwracać na to uwagi?

Mówi się, że dziecko powinno samo nauczyć sie najpierw siadać, potem wstawać, potem chodzić boczkiem np. przy łóżeczku, a w końcu chodzić nóżka za nóżką. Prowadzanie dziecka za rączki pomija pewne etapy i nie motywuje do samodzielnego chodzenia.
Czytałam, że chodzenie bokiem przy meblach to ważny etap dla stóp. Ćwiczy wtedy przetaczanie stopy bokiem, które ma wpływ na prawidłowe ustawienie stopy (profilaktyka przeciw koślawości). Drugą sprawą jest fakt, że trzymając za dwie rączki, dziecko zawiesza się na naszych rękach i uczy się nieprawidłowych wzorców ruchu.

Niektórzy rehabilitanci mówią, że dziecko prowadzane za rączki, szybko załapuję, że pozycja pionowa jest super i potem już na podłodze nie bardzo chce przebywać i samemu ćwiczyć wstawanie z czworakowania.

Jestem ciekawa, czy rehebilitanci coś na ten temat Wam wspominali? Czy zwracacie na to uwagę?

GRADKA12 - 2007-04-26, 12:36

Nasza rehabilitantka mówi, że jeśli Michaś sam! chce chodzić za rączki to chwytamy Go stojąc przodem do Niego. Rączki dziecka są wyciągnięte do przodu, nie do góry. I tak sobie wędrujemy, Michaś do przodu - mama do tyłu :lol: Dziecko nie może "uwiesić się" na nas, musi w miarę możliwości samo utrzymywać równowagę.
karolina1 - 2007-04-26, 22:11

Nam nie kazali prowadzać Nicolki mówili że dziecko jak jest gotowe same powinno zacząć chodzić, a jeśli już chce bardzo powinno się podtrzymywać pod paszkami, ale oczywiście dla rehabilitantów najważniejszy etap to raczkowanie.
Marta Witecka - 2007-04-27, 07:14

Nasza Ewa też tak mówiła, mówiła też że wszystkie chodziki (takie majteczki zawieszone na obręczy i na kółkach) wyrzuciłaby i spaliła. Rzeczywiscie jak nasze maluchy raczkują, to jest powód do radości. Szymciowi to wyszło całe 10 miesięcy.
Nadziejka - 2007-04-27, 08:23

Tak, ja też słyszałam od rehabilitantów, żeby nie zachęcac dziecka do chodzenia, bo jak przyjdzie odpowiednia pora, czyli będzie do tego gotowy kręgosłup, gotowe mięśnie i umiejętność zachowania równowagi, to dziecko pójdzie samo. Z tych samych względów nie należy zachęcać także do stawania. Ale dobrze jest nauczyć go raczkowania.
groszek - 2007-04-27, 23:34

Motywować do chodzenia np pchając wózeczek dziecinny ,albo dziecięcy kosz na kółkach na zakupy (szukam do kupienia dla Maksa).Pani Erika mówiła ,żeby nie prowadzać Maksa za rączki, ale nawet jakbym chciała to on i tak się nie daje, albo sam ,albo na czworakach też sam :lol:
Megi - 2007-04-28, 00:16

Już kiedyś pisałam o pierwszych kroczkach Jarka, ale to było gdzie indziej. Napiszę więc jeszcze raz. Nasza rehabilitantka przywiązywała do drabinek dwie skakanki i stawiała Jarka pośrodku nich. Ja trzymałam skakanki z drugiej strony i wołałam go do siebie.Mały najpierw nieporadnie trzymając się skakanek szedł w moją stronę. Ćwiczyliśmy póżniej w domu we dwójkę tzn. z jednej strony mąż a z drugiej ja, Ola Jarkowi dopingowała i tak zaczął stawiać swoje pierwsze kroczki.Potem już tylko przy jednej skakance.
Marta Witecka - 2007-04-28, 07:54

Aniu, ja pożyczyłam od znajomych prawdziwy chodzik. To znaczy zrobiony do nauki chodzenia. Był na czterech kółkach, bardzo stabilny. Miał też rączkę akurat dostosowaną do wysokości Szymona. Miał też zabezpieczenie, gdyby dziecko leciało do tyłu, to on hamował i raczej się nie wywalał. Wózeczek dla lalek może zniechęcić, bo jest niestabilny.

Wyglądało to tak




agamama123 - 2007-04-28, 14:10

Marta, jakim cudem ja tego pchacza u was nie widziałam??????
Fakt, to super sprawa:)
Nasza Ewa tez nie pozwalała na prowadzanie za rączki - jesli juz to tylko takim specjalnym chwytem za barki. Kacper sam wstał i poszedł - wcześniej przez 10 miesięcy raczkował z predkoscią światła.

magdalenka - 2007-04-28, 16:54

My mamy podobny "chodzik-pchacz" Kai dostal go w prezencie i nie nadaje sie za bardzo. Jest zrobiony tak zeby dziecko szlo miedzy kolkami i tu jest problem, bo jest za waski zeby dziecko moglo swobodnie isc,wiec przy zakupie takiego sprzetu najpierw sprawdzcie czy sie nadaje .


Marta Witecka - 2007-04-29, 09:56

Potwierdzam, Kacper przeganiał wszystkich chodzących korytarzem prowadzącym do pokoju Ewy. Trudno go było rozdeptać.
Aguś, chodzika nie widziałaś, bo wzięliśmy go w lipcu, a we wrześniu już chodził. Z powodu ciasności lokalu oddaliśmy bardzo szybko.
Ja nie mogę uwierzyć jak ten czas szybko leci, dopiero walczyliśmy o to chodzenie, a teraz rower muszę gonić...
Tak mnie wzięło na sentymenty, bo z wesela siostry mojego męża wróciłam.

dawid legnica - 2007-04-29, 12:12

magda: my mamy podobny chodzik-pchacz i faktycznie kółka sa za wąsko rozstawione jest to problem tym bardziej że przy nauce chodzenia dzieci z reguły stawiają szeroko nóżki....

marta: a czy można gdzieś taki chodzik kupić???

sylpa - 2007-04-29, 12:51

My też nie prowadzaliśmy Patrycji za rączki, czasami sporadycznie, w wyjątkowych wypadkach, np. jak nudziła się czekając w przychodni, a nie chciałam, żeby całą podłogę powycierała ubrankami :-)
Wiem, że lekarze nie zalecają takich "zawieszanych" chodzików, o wiele lepsze są takie do pchania, Patrycja akurat przez krótki czas używała wózeczka dla lali, ale rzeczywiście był niestabilny, więc nie polecam.
Oprócz takich typowych pchaczy są też zabawki np. kosiarki do trawy - mają jedną wadę: zazwyczaj strasznie hałasują, bo wydają dźwięk imitujący koszenie :-)
Dzieciom się to podoba, gorzej z rodzicami ;/

Marta Witecka - 2007-04-29, 17:01

Basiu, takich chodzików trzeba szukać w sklepach z rzeczami dla dzieci. Ale w dużych, bo wtedy jest wybór. Szybciej znajdziesz coś takiego jak ma Kai (jest na zdjęciu), bo na tym naszym chodziku wychowały się dzieci, które mają około 12 lat. Ale można pytać. Ważne jest, aby było to stabilne, bo Szymon np jak się wywalił i do tego uderzył, to się zniechęcał i trzeba było czekać, aż się odważy.

Zgadzam się z Nadziejką i Maciejką, raczkowanie ma ogromne znaczenie dla synchronizacji obu półkul. Nasza fizjoterapeutka, ma teraz z Szymciem zajęcia z integracji sensorycznej, wciąż się pyta i sprawdza jak idzie mu to dalej. Czyli czy wchodzi i schodzi ze schodów naprzemiennie. Jak zwróciłam na to uwagę, to okazało się, że nie jest to takie oczywiste, ale nauczyłam go i przećwiczyłam. Do OWI jeździmy metrem i bez wózka, więc chodzimy masą schodów. I Szymek załapał!

groszek - 2007-05-02, 23:00

Ostatnio jak patrzę na Maksa jak on bardzo stara się chodzić i jak jeszcze mimo tylu powtarzanych prób jeszcze mu nie wychodzi, to dociera do mnie jakie to jest trudne. Moje starsze dzieci skończyły rok i siup kilka kroków i w drogę, A ten się musi mozolić i powtarzać i ponawiać próby i jeszcze ciągle w mózgu ta ścieżka się nie utrwaliła i on znów na czworaki. To smutne ,że te nasze dzieci muszą "wspinać sie na palce", że by dostać to co inne dzieci , bez zespołu , dostają tak po prostu ... :cry:
groszek - 2007-06-20, 21:40

Mogę właściwie uznać, że Maksio już chodzi. 14.06 byliśmy w lesie i sam spacerował pół godziny bez przerwy. Czasem się potykał i podpierał dłońmi , ale generalnie idzie już dość pewnie. Na ten sukces pracował od 17 marca, kiedy to zaczął robić pierwsze nieśmiałe kroczki. 24 marca już potrafił zrobić 6 kroków. Oczywiście jak wstaje z łóżka to jeszcze się chwieje , ale raczej już idzie i czworakowanie jest sporadyczne. Piszę o tym , żeby podkreślić to co napisałam wyżej, jak trudna to umiejętność, jak długo nasze dzieci mogą ją sobie utrwalać.
bety - 2007-06-21, 07:56

Tym bardziej wielkie gratulacje dla Maksia! Pewnie groszku jesteś bardzo dumna! :brawo:
GRADKA12 - 2007-06-21, 10:27

Maksiu, Wielkie :brawo:
Michaś też już woli zrobić pare kroczków niż raczkować. Jeszcze się chwieje, ale dla nas te kroczki to duża radość :jupi:
Już nie chce jeździć w wózku, tylko chodzić za jedną rączkę :roll:
Po schodach też nóżkami wchodzi trzymając się szczebelek :spoko: (nie chce żeby go nieść)

olcik - 2007-06-21, 16:07

Super Maksiu!Brawa :brawo:
kruffka - 2007-06-22, 11:51

Bravo bravo
agamama123 - 2007-06-22, 11:52

Bravo:)))))))
boszka59 - 2007-10-23, 05:33

W nauce naprzemiennego pełzania i raczkowania pomagają paterningi. Jest to jeden z lepszych elementów metody Domana. Adas rozwojał się fizycznie bardzo dobrze a raczkować zaczął mając16 miesięcy. Wyrywał się do dzieci na boisku a umiał tylko pełzać. Puściłam go przekonana że nie pójdzie bo się obetrze. A on na kolanka i raczek a za moment kolanka wyprostował i na stópkach i łapkach poszedł do dzieci.No i tak raczkował 2 miesiące, przeplatał to z pełzaniem. Pełzanie jest równie ważne jak raczkowanie, doskonale ćwiczy naprzemienność.Mając 1,5 roku zaczął biegać .
joa - 2007-10-23, 08:47

Nadziejko-przecież ja wcale nie chcę, by on już chodził, wręcz przeciwnie, chcę, żeby najpierw raczkował. Tylko wygląda, że on tego szybko (jeśli w ogóle) nie załapie. Już nie mam pomysłu, co z nim jeszcze robić.

Wiecie co-najbardziej mnie-jak to nazwać-męczy pilnowanie ciągłych wizyt, marzy mi się jeden dzień na jakiś czas, by odwiedzić wszystkich specjalistów...Wiem, wiem... Jak dla mnie, to to na razie jest największy minus zD, może dziwne to, co piszę, ale tak jest...Zastanawiam się, jak to będzie, jeśli bym pracowała znów w szkole-przecież wolnego nie dostanę!
No i mam głupie pytanie (któraś pisała, że nie ma tu głupich pytań, ale zaraz chyba zmieni zdanie)-czy jest czas, wiek, kiedy nie trzeba będzie mysleć o ciągłej stymulacji, rehabilitacji? Nie śmiejcie się, nie krzyczcie..

kabatka - 2008-07-06, 17:29

Zagrożenia wynikające z przedwczesnego zachęcania dziecka do przyjmowania pozycji siedzącej oraz stojącej - wykorzystywanie urządzeń pionizujących dziecko
Opracowanie: mgr fizjoterapii Wojciech Dutka


Postęp techniki jaki obserwujemy w dzisiejszych czasach daje również możliwości ułatwienia pielęgnacji oraz wychowania dziecka. Sytuacja taka na pewno stanowi znaczne uproszczenie życia dla dbających o swe POCIECHY Rodziców, stąd tak częsty widok niemowląt umieszczonych w różnego rodzaju nosidełkach, leżaczkach, fotelikach czy chodzikach. Równocześnie nierzadki jest widok pięcio -, sześciomiesięcznych dzieci układanych do pozycji siedzącej, często podpieranych np. poduszkami. Poniższe, krótkie opracowanie jest próbą zastanowienia się nad tym, czy to, co proponujemy NASZYM DZIECIOM, ma rzeczywiście korzystny wpływ na ich rozwój. Aby móc to uczynić, należy wcześniej przyjrzeć się mechanizmom rozwoju psychoruchowego dziecka.
Pamiętać należy, iż rozwój ruchowy niemowlęcia to dwa aspekty: tzw. rozwój ilościowy (np. podpór na łokciach, obrót z pleców na brzuch, raczkowanie, chód) oraz tzw. rozwój jakościowy ( rozwój postawy w jakiej dziecko się porusza, przede wszystkim wyprost kręgosłupa). Wszystkie te elementy to mechanizmy, które zakodowane są genetycznie w centralnym układzie nerwowym dziecka, a ściślej w jego mózgu. Poszczególne etapy rozwoju pojawiające się od momentu narodzin demonstrują proces dojrzewania centralnego układu nerwowego, a nie umiejętności które dziecko zdobyło poprzez „naukę i ćwiczenie”! Siłą napędową tego procesu jest ideomotoryka.

Ideomotoryka to mechanizm wzbudzający u dziecka potrzebę kontaktu z otoczeniem, poznania świata oraz realizację własnych celów poprzez spontaniczną aktywność ruchową adekwatną do aktualnego poziomu rozwoju. Jednocześnie ideomotoryka jest informacją o poziomie rozwoju umysłowego! Powyższe zjawiska przebiegać mogą w sposób optymalny pod warunkiem sprawnego działania centralnego układu nerwowego (mózgu), narządu ruchu oraz wobec prawidłowych bodźców napływających ze środowiska zewnętrznego. Wymienić należy tutaj odpowiedni kontakt z rodzicami, w tym przede wszystkim uczuciowy, a także wzrokowy, dotykowy oraz słuchowy. W sensie przestrzennym dla realizacji prawidłowego rozwoju ruchowego niezbędne jest możliwie jak najczęstsze przebywanie dziecka na płaskiej i równej powierzchni zarówno w pozycji na plecach jak i na brzuchu. Wobec powyższego, każda nasza ingerencja w postaci przymuszania dziecka do przyjmowania pozycji siedzącej, stawianie dziecka z podparciem pod pachy, prowadzenie za rączki, umieszczanie w leżaczkach, nosidełkach, chodzikach jest zdecydowanym ograniczaniem spontanicznego wykorzystywania i rozwijania potencjału psychoruchowego dziecka.

Celem rozwoju każdego dziecka w czasie pierwszych trzech miesięcy życia zarówno w pozycji na plecach, jak i na brzuchu jest osiągnięcie możliwie najbardziej stabilnej pozycji stosunku do podłoża. Dla osiągnięcia tego celu niezbędny jest fizjologiczny wyprost kręgosłupa, od którego w przyszłości zależy jakość poruszania się. Najczęstszy błąd w tym okresie to umieszczanie dziecka w leżaczkach, nosidełkach czy fotelikach. To samo dotyczy późniejszego okresu, czyli czwartego, piątego i szóstego miesiąca życia, z różnicą polegającą na tym, iż w tym czasie dziecko dąży do dotykania zabawek, chwytania oraz do osiągnięcia obrotu z pleców na brzuch. Stosowanie ww. urządzeń, a także zmuszanie dziecka do przyjmowania pozycji siedzącej w trakcie kolejnych trzech miesięcy to zakłócanie realizacji kolejnego „wielkiego” celu, jakim jest dążenie dziecka do pionizowania się. Do celu tego, dziecko zbliża się poprzez coraz częstsze obroty ciała, przyjmowanie pozycji siadu skośnego, a także próby raczkowania. Częste przebywanie dziecka na podłodze w tym czasie pobudza go do ciągłych zmian pozycji z wykorzystaniem skośnych płaszczyzn ruchu (obroty, siad skośny, raczkowanie), a więc tym samym stymuluje u niego dojrzewanie mechanizmu rotacji kręgosłupa. Stosowanie różnego rodzaju chodzików czy balkoników w okresie pionizowania się dziecka oraz prób chodzenia (tym bardziej we wcześniejszym okresie!!!) powoduje powstawanie nieodpowiedniego odczucia oraz oceny otaczającej go przestrzeni. W późniejszym czasie często objawia się to większą ilością upadków, częstszym potykaniem się, a nawet większą ilością urazów w obrębie głowy lub innych części ciała.

Fakt, że każdy człowiek przez kilka pierwszych miesięcy życia- około sześciu do dziewięciu-jest bezradny jeśli chodzi o umiejętność zmiany pozycji na bardziej pionową oraz na możliwość przemieszczania się do przodu („fizjologiczne wcześniactwo”), wynika z tego, iż organ osiowy, jakim jest nasz kręgosłup nie jest w tym okresie gotowy do pokonywania siły grawitacji w pozycji pionowej. Pamiętajmy, że siedzenie i siadanie to dwie różne rzeczy. Siadanie to spontaniczna aktywność ruchowa dziecka, która w przypadku harmonijnego rozwoju pojawia się w ósmym, dziewiątym miesiącu życia, a kolejne jeden do dwóch miesięcy to czas jej „doskonalenia”. Siedzenie z kolei, to bierne przebywanie w pozycji, którą czasem można nawet wymusić u pięciomiesięcznego niemowlęcia. Wg wyliczeń biomechaników pozycja siedząca u każdego człowieka prowokuje największe obciążenie statyczne kręgosłupa oraz narządów wewnętrznych (serce, płuca). Umieszczanie dziecka w nosidełku oraz zachęcanie do poruszania się za pomocą chodzika powoduje niefizjologiczne obciążenie kręgosłupa (podparcie w okolicach spojenia łonowego). Przemieszczanie się za pomocą chodzika zaburza prawidłowe przetaczanie stopy (odbijanie się na palcach i przodostopiu) oraz co bardzo ważne zakłóca naprzemienny charakter chodu (odbijanie się z dwóch nóżek). Ten ostatni czynnik ma duże znaczenie dla rotacji kręgosłupa, której jakość decyduje o jakości chodu i biegania.

Naprzemienny charakter chodu (jak i raczkowania!)
w odniesieniu do pracy naszego mózgu ma ścisły związek ze zgodną współpracą dwóch półkul mózgowych. Deficyty rozwoju psychoruchowego wynikające z powodu zaburzenia pracy tego mechanizmu są bardzo dobrze znane specjalistom zajmującym się terapią dysleksji, dysgrafii, nadpobudliwości itp., a więc psychologom, pedagogom oraz logopedom.
Należy również pamiętać o pewnej grupie dzieci, które od początku wykazują odchylenia od prawidłowego rozwoju. W przypadku pewnego odsetka może to być rozwój w kierunku niepełnosprawności ruchowej, dla pozostałych w kierunku mniejszych lub większych zaburzeń jakości poruszania się i postawy. Jak wcześniej zostało wspomniane, poszczególne etapy rozwoju oraz ich jakość przedstawiają obraz działania centralnego układu nerwowego, zarówno takiego, który funkcjonuje prawidłowo jak i nieprawidłowo. Nasze postępowanie, jakiemu poświęcone jest to opracowanie, czyli zmuszanie dziecka do przyjmowania pozycji siedzącej z wykorzystaniem pomocniczego sprzętu lub nie, stawianie na nóżki, prowadzenie pod pachy, za rączki czy też umieszczanie w chodzikach, w przypadku zaburzonego rozwoju ruchowego jest działaniem stwarzającym sytuację, w której centralny układ nerwowy działa wykorzystując nieprawidłowe wzorce ruchowe. Powtarzanie takiego „ćwiczenia” prowadzi do utrwalania błędnych stereotypów ruchowych, a w przypadku cięższych zaburzeń może doprowadzić do ich pogłębiania!

Pozwólmy dzieciom realizować swoje potrzeby ruchowe w sposób najbardziej naturalny, a w przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do ich rozwoju szukajmy jak najwcześniej fachowej pomocy!

Opracowanie:
mgr fizjoterapii Wojciech Dutka
dyplomowany terapeuta metody Vojty
dyplomowany terapeuta metody PNF
terapeuta manualny

NZOZ Centrum Rehabilitacji NEUROKINEZIS
Ul. Wiśniowieckiego 28
33-300 Nowy Sącz
Tel. 018 440 74 84

:arrow: źródełko - Polskie Towarzystwo Terapeutów Metody Vojty

papyta - 2008-07-13, 16:33

Moja pociecha Michal gdy nauczył się stawać chodził boczkiem dookoła łóżeczka.Aby zachęcić go do samodzielnego chodzenia ,sadzałam go na srodku pokoju,on podpełzał do mebli ,wstawał i (metoda marchewki ) zbierał porozkładane co kilkanaście cm jego najulubieńsze słone paluszki.Najpierw rozkładałam na meblościance,później podsuwałam krzesła,stolik itp.Robiłam coraz większe odległości między porozstawianymi mebelkami i chcąc niechcąc musiał samodzielnie dojść do ulubionego palucha.Nawet nie zwrócił uwagi ,że sam do niego doszedł.Co do chodzenia "za rączkę".Nigdy za rączkę,zawsze pod paszkami i różnie z przodu bądź z tyłu.Kręgosłup bolał ale cierpienia warte dla efektów.
Ilona Dahnke - 2008-07-13, 16:43

Pati postawila pierwsze kroczki w ogrodzie , ja wieszalam pranie a ona wtedy poszla od piaskownicy pare metrow do przodu, pamietam jak zaczela chodzic, to nie umiala sie zatrzymac, jak ja postawilismy w przedpokoju to tak dlugo dreptala, az doszla do sciany. Jak ja plakalam ze szczescia i dziekowalam za te pierwsze kroczki, a czekalismy dlugo, ok.28 miesiecy jak Pati zaczela sama brykac, a pozniej jak poszla to na nic niezwracala uwagi... :tak:
joa - 2008-07-17, 13:10

Papyto-nigdy za rączkę?A nam wszyscy mówią, że tylko za rączki, nie pod paszki...

A tak w ogóle - masz niesamowitego przystojniaka w domu. :-)

Grażyna O. - 2008-07-17, 14:06

Tomka też prowadziłam pod paszki. Nawet nie pod paszki tylko takie trzymanie w klacie.
Na początku było za rączki, ale Tomek nauczył się podciągać na rękach (on się wieszał na naszych rękach) i nogi nie pracowały tak jak powinny.

Trzymałam go za klatę - na zdjęciu już z jednej strony ale na początku obustronnie:

Lusi - 2008-07-17, 14:32

Ojejku, jakie słodkie zdjęcia :-) Grażynko, przyślę Marcinka kiedyś na naukę chodzenia do Was :-)
Aśka - 2008-07-19, 23:10

Ilona Dahnke napisał/a:
......
pamietam jak zaczela chodzic, to nie umiala sie zatrzymac, jak ja postawilismy w przedpokoju to tak dlugo dreptala, az doszla do sciany.....


U nas było identycznie, śmiesznie to wyglądało :lol:

Bea - 2008-08-21, 09:27

Czesc Wam,
Chacialam sie zapytac co myslicie o takich szelkach, ktore sie zaklada pod pachy i dziecko samo chodzi ale w razie czego mozna podtrzymac? Oliver strasznie lubi chodzic za raczki, az placze jak go nikt nie bierze, wiec go tak prowadzam, ale staram sie zeby sie nie wieszal na mnie. On to raczej biega a nie chodzi. A i jeszcze jedno, nie moge znalezc tutaj nic na tema bucikow odpowiednich do chodzenia, czy to jest gdzies w innym watku?

Grażyna O. - 2008-08-21, 11:07

Na temat butów piszemy tutaj:Jakie buciki?
boszka59 - 2008-08-21, 11:41

Bea do chodzenia najlepszy jest chodzik pchacz. taki chodzik dobrze jest obciążyć na początku jakimś workiem z piaskiem żeby był stabilny.
ania_as - 2008-08-21, 18:34

Gdzie kupujecie chodziki-pchacze? Na co należy zwrócić uwagę?
boszka59 - 2008-08-22, 05:55

Pchacz powinien być stabilny, miec rególowaną wysokość rączki, sa takie.Mój to był przód samochodu a pod klapą silnika miał pojemnik w który wkładałam obciążenie aby podnieśc stabilność i opor. Miałam tez taki z Teletubisiami i jakims hamulcem ale był do bani , szkoda kasy.
Marta Witecka - 2008-08-22, 15:01

Szymkowi też bardzo pomógł chodzik o którym pisze Boszka. Widzę, że Kubie też się taki marzy, bo ma dość duży samochód, który pcha po całym domu i idzie.
Ja miałam pożyczony, ale bardzo fajny chodzik. Za tylnimi kółeczkami miał stabilizatory, takie przedłużenie rączki o którą opiera się dziecko. To właśnie różniło ten chodzik od np. wózka dla lalek, który się wywracał przy mocniejszym nacisku i dziecko się zniechęcało.



Wyglądało to mniej więcej tak.

Bea jeśli chodzi o szelki, to raczej nie wydają mi się dobre, dlatego że podobnie jak w chodzikach z majtkami nie oddają dziecku rzeczywistości. Coś podtrzymuje ciężar ich ciała, a żeby mogły stabilnie chodzić same muszą go utrzymywać.
Popytaj rehabilitanta na turnusie! :tak:

joa - 2009-02-13, 08:18

Byliśmy wczoraj u nowego neurologa, którego polecała Gosia tutaj: http://www.zakatek21.pl/f...40e8955b#133016 (dziękujemy, my byliśmy w przychodni na Powstańców w Katowicach).

Powiedział, że Piotrek ma mocne ręce i mięśnie brzucha, natmiast słabe, wiotkie nóżki (gł.stopy, które nie mają prawa go utrzymać, na bosaka to tragedia, lepiej już w butkach, ostatnio potrafi ustać sam 10-15 s po samodzielnym, bez podpierania, wsatnięciu), bez masy mięśniowej (fakt-chudzinka) i może jeszcze dłuuugo nie chodzić. Mówił, że to nawet nie kwestia rehabilitacji (na którą wszak chodzi), po prostu musi do tego "dojrzeć", potrzebuje więcej czasu, późno też zaczął raczkować (mając 21 miesięcy), więc chodzenie też się opóźni. Mówił, żeby go specjalnie nie zmuszać (hm, no nasz rehabilitant ćwiczy z nim chodzenie i równowagę). Nie wiem, jak mu pomóc, by miał silniejsze te nóżki. :-(

magura - 2009-02-14, 02:27

joa napisał/a:
Nie wiem, jak mu pomóc, by miał silniejsze te nóżki. :-(

No sam wam chyba neurolog odpowiedział i to moim zdaniem całkiem sensownie. Ja to samo widzę u Marcinka w kwestiach ruchowych - wierzę w sens rehabilitacji choć powiem szczerze więcej widzę w nim jego wewnętrznego drive'u - naturalnej potrzeby ruchu wzmagającej się wraz z wiekiem i rosnącymi możliwościami, niż odczuwalnych efektów ćwiczeń.
Marcinek podobnie jak Zbójek ma totalny bezwład od obręczy barkowej w dół ale stopień bezwładności zdecydowanie się zmienił w ostatnich miesiącach właśnie w miarę jak Cyś zaczął siadać w Maju i pełzać w Grudniu. Teraz ślicznie staje w łóżeczku i to żwawo i zaczyna przemieszczać się w koło. Nóżki przy tym jakoś dostawia ale stópki wyginają się we wszystkie strony.
Właśnie to pewno (wyginające się stópki) będzie stanowiło największy problem, jak i u Piotrka.
Ech, te nasze maluchy - nie chodzi, źle. Zaczyna chodzić - jeszcze więcej problemów ;-)
Głowa do góry, Joa! Ruszy dalej swoim rytmem a my..."róbmy swoje...".

maj1820 - 2009-02-14, 11:06

Witam.Jędruś ma 14 miesięcy,bardzo lubi kiedy go prowadzam trzymając pod paszki,ale zauważyłam że uwiesza się na moich rękach i przebiera tylko nóżkami.Ponieważ potrafi dość stabilnie stać przy meblach postanowiłam spróbować chodzika(choć wiem ze nie jest zalecany dla naszych dzieci)ale zauważyłam że mały chętnie wstaje, siada,wstaje,siada i jego równowaga się znacznie poprawiła i nóżki mu się już tak nie "chwieją" jak kiedyś.Więc może ten chodzik nie taki całkiem zły,bo dziecko dużo musi samo pracować i dojdzie tam gdzie chce.Wiec kilka razy dziennie go na chwilkę włożę do chodzika i niezle się bawi :-D
Marta Witecka - 2009-02-14, 11:16

maj1820 napisał/a:
choć wiem ze nie jest zalecany dla naszych dzieci


Maj, chodziki są nie wskazane dla wszystkich dzieci! Dziecko, które w nim siedzi nie może zacząć raczkować, a jest to ogromnie ważne! Ja bym nawet na chwilę nie wsadziła moich maluchów do takiego sprzętu. Zauważ, że pewne mechanizmy ruchu się utrwalają nawet przez krótki moment. Dziecko myśli, że wystrarczy poruszać nogami i się chodzi, a potem się okazuje, że jeszcze trzeba utrzymać ciężar ciała.
Prowadzanie pod paszki też nie jest dobre, bo osiągasz podobny efekt jak przy chodziku. Odradzam Ci to zdecydowanie. Pamiętaj też, że dziecko leżące na podłodze wciąż się wzmacnia, próbując np. dotrzeć do zabawek. :papa:

maj1820 - 2009-02-14, 14:28

Marto.Tak wiem ze to jest niewskazane,ale mały na leżąco świetnie daje sobie radę i dotrze tam gdzie chce.Po prostu zauważyłam że poprzez wstawanie i siadanie w chodziku ma o wiele silniejsze nóżki,nawet prowadzany pod paszki całkiem inaczej stawia kroczki Dziękuję bardzo za odpowiedz,na pewno są to cenne rady bardziej doświadczonej mamy :papa:
sabina - 2009-03-06, 20:57

Ech,Sandra ma 26 miesiecy i nie chodzi sama.Raczkowanie opanowane do perfekcji,wstaje przy kanapie,w lozeczku i potrafi chodzic bokiem,ale nie chce chodzic :-( Rehabilitantka zacwyca sie jej raczkowaniem,chodzeniem bokiem ale nie zacheca do chodzenia-mowi ze przyjdzie na to czas.Niestety Sandra troche zle ustawia stopy,kostkami do wewnatrz.Masujemy,bandzujemy ale marne efekty.Jak ja zachecic?Takie chodziki do pchania sa za niskie dla Sandry,musialaby sie schylac.
Ilona Dahnke - 2009-03-06, 21:53

A moze taki wozeczek dla lali, albo misia?
agakomadowska - 2009-03-07, 07:39

Sabinko nie martw się przyjdzie czas,że odważy się Sandra.Nam rehabilitantka,ortopeda odradzali jakieś wspomagacze,dziecko wie kiedy jest gotowe i silne,aby pokonać tą barierę. Oliwka chodziła w wieku 22 miesięcy,ale zanim zaczęla chodzić,ćwiczyła wstawanie,ale nie przy meblach po prostu na środku pokoju.Wstawała jak traciła równowagę to znowu próbowała i sprawiało jej to radośćPoczuła się pewniej to zaczęła robić pierwsze kroki.Życzymy Sandrze pierwszych kroczków :spoko:
MadziaZA - 2009-03-07, 17:32

Mój synek nauczyła się samodzielnie chodzić około 2 roku życia, ale przedtem zrobił "tysiące" km prowadząc wózek dla lalek.
Wózek ten miał tą zaletę, że był dość szeroki i przy tym stabilny
- niestety nie był nasz, tylko "pożyczany" na czas lekcji starszej siostry od pani od angielskiego.
Wiem, że takie szerokie wózki dla lalek były kiedyś w Czechach.

Wierzę, że Wam też się w końcu uda ruszyć.

sabina - 2009-03-07, 20:36

Wozek dla lalek mamy ale obawiam sie ze jest za lekki.Moze by go tak czyms obciazyc?Sandra tez probuje wstawac posrodku pokoju,oczywiscie upada na pupe,ale probuje.Wiem,ze jest troche opozniona ze wzgledu na te 2 operacje i dwuktotny zakaz poruszania raczkami przez 8 tygodni.Poczekamy jeszcze troszke :prosze:
armadia - 2009-03-07, 20:42

sabinko, pewnie że można a nawet warto!! Już chyba o tym wcześniej pisała Boszka. Ja wkładam w taki pchacz czy kto tak woli wózek dwa kilogramy soli i wystarczy, Franiu wtedy chodzi z nim stabilnie i mam pewność, że wózek nie przewróci się. Można uszyć coś specjalnego i wypełnić, ale co tam...wolę z marketu sól i po sprawie :-)
Co do chodzików, zgadzam się z wszystkimi wrogami tego typu sprzętu. raczkowanie jest zbawiennie dla dzieci, rozwój półkul, ćwiczenia wszystkich mięśni, poznawanie świata etc. a chodzik niczego dobrego nie wnosi, jedynie ułatwia życie leniwym mamom ;-)

sabina - 2009-03-07, 20:48

Rzeczywiscie z tym chodzikiem to prawda.Moja siostra starszego syna wsadzala do chodzika-chodzil pozniej na palcach,kolanka do srodka,nie raczkowal.My oczywiscie nie uzywamy.Wymysle cos z tym ociazeniem-hihi sol mi sie podoba ;-)
Iga - 2009-03-07, 20:57

Sabina, co do kostek skierowanych do środka, to "te (nasze) dzieci tak mają" ;-) więc moja Majka, żeby tak nie mieć, ma wkładki, które podnaszą jej te kostki od wewnątrz i jeszcze jakoś tam inaczej. Chodzi w nich od 9 miesiąca życia, a poprawy ja nie widzę, chciaż lekarz niby widzi. Do wózka pakowałam butelki z wodą.
Joanna - 2009-03-07, 21:06

Sabina moja mała też jeszcze nie chodzi a jest starsza od Sandry , tak już jest że jedne wcześniej inne później i nic na to nie poradzimy.
Ika - 2009-03-08, 15:35

My (podobnie jak Iga) pakowaliśmy Lenie butelki z wodą. Wyglądało to tak:

Lena jednak wolała chodzić bez obciążenia - wtedy prawie biegała ;-)

maj1820 - 2009-03-08, 15:37

Niezły pomysł z tymi butelkami :lol: ..a mała PRZEŚLICZNA :brawo: :brawo: :brawo:
an26 - 2009-03-08, 19:55

A ja wam powiem, ze mojego Jasia kompletnie niczym nie wspomagałam, żadnymi wózkami, chodzikami, moja rehabilitantka zabroniła mi tego i trzymałam się mocno aby nie przyspieszać, zwłaszcza,że Jaś chodzi na wewnętrzną częścią stopy.
Jaś zaczął chodzić miesiąc temu, teraz to już tańczy i kręci się w kółko. Sam wstaje i nieźle mu to wychodzi, jednak od rehabilitantki usłyszałam, ze lepiej by było jakby zaczą pół roku później chodzić bo te stopy to nie ładnie się układają. Myślę, że nie warto wspomagać, dziecko jak poczuje się silne to samo zacznie chodzić. A jedyne co warto to ćwiczyć z małym raz dziennie ale codziennie!!!

Iga - 2009-03-08, 20:56

A ja tam mysle, że trzeba wspomagać. Nie na siłe, jednak jak się wyrywa to dlaczego nie pomóc. A dziecko i tak zacznie chodzić samodzielnie jak przyjdzie na to czas. A stopy? Dla mnie nie ma różnicy. Nawet jakby Majka teraz zaczeła chodzić to i tak by miała tak samo koślawe jak w lipcu.
boszka59 - 2009-03-08, 21:47

An to jakbym moją rehabilitantkę słyszała. Zawsze mówiła że jak do 4 rat poraczkuje to sam się wyrehabilituje. Niestety ruszył jak miał 18 miesięcy a biegał jak miał 18,5. Ale nigdy nie prowadzałam go za ręce, nawet raz, nie sadzałam aż sam usiadł. Pchacz miał go spowalniać w biegu i spełnił to zadanie. Podobnie z rowerem. Jak zaczął chodzić postawiłam rowerek w pokoju. Oglądał właził a jak miał dwa lata to śmigał po mieszkaniu.
Teraz byliśmy na diagnozie z integracji i terapeuta stwierdził że jeszcze nie widział dziecka z ZD z taką postawą i tak kształtnymi stopami.Byłam dumna a jutro idziemy do naszej rehabilitantki z kwiatami. Od pół roku odpuściłam rehabilitację i idę tylko jej podziękować no i na dzień kobiet.

groszek - 2009-03-08, 21:52

Trening czyni mistrza. Motywowanie to stwarzanie okazji do...np chodzenia.Dziecko, które jest za słabe mięśniowo nie będzie się do chodzenia rwało i po prostu po dwóch krokach usiądzie... To czemu rehabilitanci są przeciwni to tzw chodziki, w które wsadza się dzieciaka, a on odpycha się nogami.
Maks bardzo dobrze chodził (równo) właśnie trzymając się rękami za wózek i teraz jak tylko zobaczy wózek to wstaje na nogi i leci...(chociaż wie, że mu nie wolno!)

sabina - 2009-03-08, 21:59

Dzieki dziewczyny,macie racje-dam jej spokoj :okular: ma jeszcze czas,moze zacznie jak sie pojawi rodzenstwo(wrzesien).Dla mamy to duze odciazenie :*
an26 - 2009-03-09, 13:06

boszka a jaki mu rowerek kupiłaś, bo ja nie wiem a bardzo chciałabym żeby zaczął się uczyć!!! Jak możesz to prześlij zdjęcie!!
kabatka - 2009-03-09, 14:37

An o rowerkach :arrow: jest w tym miejscu - zapraszam.
an26 - 2009-03-10, 08:49

dzięki!!!
olcik - 2009-03-10, 08:58

Dla mojej Hani motywacją do chodzenia było bieganie za dziećmi. Ściślej ujmująć za chłopakami ;-)
mafra - 2009-04-08, 15:28

Chcemy Antkowi kupić pchacz do pomocy przy nauce chodzenia - rehabilitantka powiedziała, że możemy, ale nie musimy. Babcia bardzo chce mu kupić na urodziny, więc nie protestuję ;-)
Znalazłam takie dwa, które mi się podobają i nie umiem wybrać...

Taki z Ikei - tylko mało zabawek się zmieści i będą wypadać; plusem jest, że drewniany


i taki z Taf Toys - najbardziej podoba mi się duża skrzynka na skarby-zabawki, tylko nie mam gdzie tego zobaczyć na żywo!



Jakieś podpowiedzi? :help:

kropka79 - 2009-04-08, 17:17

Nam rehabilitant odradził. Mówił żeby nie przyspieszac Maciusiowi chodzenia , lepiej pózniej ale samodzielnie.
Sylwia8384 - 2009-04-08, 18:08

A ja Kubie zamówiłam chodzik pchacz.Myśle,że to nie jest zły pomysł.Kuba chodzi przy meblach,wchodzi na łóżka,fotele,więc dlaczego taki chodzik ma zaszkodzić?Butki na nóżki i w droge ;-)

mafra - 2009-04-08, 19:02

No właśnie - Antek też chodzi przy meblach, włazi na łóżko i fotel, od niedawna chodzi na misia - rehabilitantka mówiła, żeby go zachęcać do chodzenia, skoro chce. Poza tym on sam próbuje pchać krzesło, stolik, piaskownicę (taka plastikowa, jeszcze pusta ;-) ) - co się da, byle za tym iść choć dwa kroki, więc myślę, że lepiej mu to ułatwić przez pchacz dostosowany do wzrostu.
A te wózki mi się spodobały, bo wiem, że trzeba je będzie dociążyć np. workami z solą, tak jak dziewczyny wcześniej pisały - a w tych pchaczach jest taka możliwość. Sylwia, a w Twoim pchaczu jest taka możliwość? Ładny jest :-)

Sylwia8384 - 2009-04-08, 19:06

Jest możliwość aby go obciążyć,właśnie dlatego taki wybrałam,można na nim siędzieć i odpychać się nóżkami.Podnosi się siedzenie i tam jest dużo miejsca.
mafra - 2009-04-08, 19:25

A można regulować nachylenie rączki do pchania? Bo ja też się zastanawiam, patrząc na te zdjęcia, czy trzymając się tej rączki, Antek nie będzie miał za mało miejsca do przodu na stawianie stóp. Dlatego podoba mi się, że można ustawić rączkę pod kątem. Chyba, że tak jest trudniej pchać... Najgorsze jest, że nie można wypróbować na żywo!
Iga - 2009-04-08, 19:40

Marta, nie wiem jak będzie u Antka, ale Majka pchała pchacza tylko po trawie, bo na prostym szybko jechał a ona gubiła za nim nogi. Ten wózek chyba będzie nie za bardzo, ale to chyba, nie wiem na pewno. Ja miałam pchacza chicco, jest tutaj gdzieś w tym wątku wcześniej. A i tak najleszy był wózek dla lalek z wodą mineralną w środku. Ten Ikejowski myśle, że lepszy albo takie autko.
karolina1 - 2009-04-08, 21:35

My też kupiliśmy taki sprzęt Nicolce,ale musieliśmy odstawić na bok,bo po prostu plątały jej się nogi,i się przewracała,bo za szybko jechał.Ale z tym obciążeniem to jest dobra myśl może zda to rezultat,szkoda że o tym nie pomyślałam wtedy.
ania_as - 2009-04-08, 22:31

Moim skromnym zdaniem przy kupieniu "pchacza" należy zwrócić uwagę na to jaką postawę będzie miało dziecko przy trzymaniu się rączki. My mamy samochodzik-jeżdzik, który można również pchać i niestety według mnie nie jest najlepszy. Łukasz jest chyba za wysoki na pchanie takiego autka. Jak trzyma się oparcia to jest dość mocno pochylony. Nie wiem dokładnie czy z powodu wiotkości mięśni się pochyla czy z tego, że oparcie auta jest za nisko.
Marta Witecka - 2009-04-09, 07:54

Ja bym się obawiała takiego pchacza-samochodzika, o którym pisze Sylwia. Dziecko, które nie chodzi, będzie miało ochotę bardziej na niego siadać i się odpychać. Jeśli naprzemiennie to jeszcze ok, ale najczęściej robią to dzieci obiema nogami na raz. A to w niczym chodzenia nie przypomina! :nie:
Zajrzyjcie na 1 stronę, tam są zdjęcia Szymona, jak uczył się chodzić. Nam się sprawdziło. Widać tam dobrze stabilizator za kołami, czyli jak dziecko mocniej się oprze o rączkę, to wózek cały się nie położy.

boszka59 - 2009-04-09, 08:21

Chodziki do nauki chodzenia mają hamulce. Kółka się obracają dość ciężko więc nie uciekaja jak pchacze samochodziki.No i konkretna stabilizacja jest konieczna. Właśnie te stabilizatory przy kołach o których pisze Marta
mafra - 2009-04-09, 15:33

Już namówiłam dziadka i ciotkę Antka na odwiedziny w IKEI :-) Ale zanim kupią, to najpierw będą konsultacje telefoniczne: jaka jest odległość między rączką a podłogą i czy można faktycznie tym wózkiem jechać wolno, tak jak napisali na stronie.... Bo jak nie, to będę dalej szukać pchacza...
Marty Witeckiej wózek oczywiście widziałam, ale na żywo nigdzie go nie udało mi się zobaczyć w ciągu całego roku, odkąd zaczęłam się interesować tym tematem...
Boszko, pamiętam, że Ty mówiłaś, że Adasiowi kupiłaś jakiś pchacz w kształcie samochodu - może zdradzić jakieś szczegóły? Może byłby gdzieś taki sam do kupienia? Rodzina jedzie do IKEI dopiero we wtorek, jeszcze mogę zmienić zdanie...

boszka59 - 2009-04-09, 17:35

http://aukcjewp.wp.pl/show_item.php?item=601751596 jeden miałam taki ale bez hamowania w kołach i on był na później. Drugi z teletubisiami ale nie znalazłam nigdzie. To już 5 lat a oba były kupione używane na allegro za parę groszy
magdalenka - 2009-04-09, 19:54

Kai mial taki podobny do tego z Ikei i sprawdzil sie swietnie, teraz odziedziczyl go Oliver ale z tego co widze Oliver woli Kaika wozek dla lalek :roll:


mafra - 2009-07-14, 09:52

Kupiliśmy wtedy w kwietniu tego pchacza z IKEI - obciążyłam go 4 woreczkami z solą i Antek za nim chodził po mieszkaniu (są gdzieś filmiki na stronce). Można przy kółkach dokręcić śrubę tak, że kółka kręcą się wolniej - Antek nie miał problemów, żeby za wózkiem nadążyć :cool2: Tylko u dziadków, na kafelkach, nie mógł go pchać, bo faktycznie wózek za szybko jechał :lol: Jestem z tego pchacza zadowolona :-)
A 29 czerwca Antek zaczął sam chodzić :-D

nefre - 2010-01-27, 21:48

kurcze, czytam tutaj, by nie prowadzić dziecka za rączki i pod pachy przy chodzeniu... a nasi rehabilitanci tak właśnie robią.. muszę z nimi jedno słóweczko jutro zamienić na ten temat. Bo póki co słyszałam tylko jak go trzymać jak chodzimy, ale nie usłyszałam, by tego nie robić. Muszę dopytać dokładnie :-)

co do chodzika pchacza, to jak można przyblokować koła śrubą??
mamy miejsce na różne skarby w siedzisku, to pochowam tam cukier itp, by go obciążyć, żeby się Nat nie wywalał.

mafra - 2010-01-27, 23:25

Nefre, w tym z ikei jest śruba w kole specjalnie do przykręcania; o innych Ci nie powiem... Moim zdaniem sól jest lepsza, bo mniejsza objętościowo przy tej samej wadze - nie wiem, ile masz miejsca w tym pchaczu ;-)

Nam rehabilitantka trzymała Antkowi szarfę pod pachami, on ręce miał wzdłuż tułowia i tak chodził - może w trzymaniu za ręce chodziło o to, że wtedy dziecko ma ręce do góry podniesione i mięśnie brzucha są nie tak jak trzeba ułożone? Tak mi się majaczy, ale nie umiem tego ładniej powiedzieć...

nefre - 2010-01-28, 13:01

widzisz, chyba coś w tym jest :-)
bo ja miałam z nim chodzić pod pachami, tzn, trzymać pachy palcami wskazującymi i resztą, a kciukami trzymać za łopatki, ja za rączki raz widziałam jak go prowadzają, więc stwierdziłam, że tak mi będzie wygodniej, bo nie muszę się tak nisko schylać. Zapytam dziś na rehabilitacji jak to ma być dokładnie :tak:

agajab - 2010-01-29, 13:05

Nam fizjoterapeutka poleciła chodzenie z hula-hop-em, ja trzymałam za koło u góry a Karola za dolną część, tak żeby miała ręce wysunięte przed siebie, nie wyżej niż na wysokość tuowia. Świetna sprawa o tyle, że już nie musiałam się tak schylać, żeby małą prowadzać :-)
izuśka - 2010-06-07, 20:25
Temat postu: pierwsze kroczki
napiszcie mi proszę kiedy Wasze dzieciaczki zaczęły chodzić... Dawidek ma już prawie trzy latka i niestety nic:( potrafi wstać ale tylko wtedy kiedy ma się za co chwycić... musi się zawsze podpierać:( wiem, że trzeba poczekać i wszystko przyjdzie z czasem, ale...

Izuśka temat scaliłam z podobnym - poczytaj wątek od początku. Może Cię zainteresować :tak:
kabatka

izuśka - 2010-06-07, 21:01

o!! dziękuje bardzo:) przeczytane:) no to czekamy jeszcze cierpliwie:) pewnie kiedy zacznie biegać zacznę tęsknić za czasami kiedy grzecznie bawił się na siedząco...przy biegającym dziecku trzeba mieć oczy dookoła głowy:) no ale z drugiej strony:P za Dawida taki urwis,że pewnie biegając za nim bez problemu straciłabym tych parę zbędnych kilogramów:)
mariola - 2010-06-10, 08:40
Temat postu: Re: pierwsze kroczki
izuśka napisał/a:
napiszcie mi proszę kiedy Wasze dzieciaczki zaczęły chodzić... Dawidek ma już prawie trzy latka i niestety nic:( potrafi wstać ale tylko wtedy kiedy ma się za co chwycić... musi się zawsze podpierać:( wiem, że trzeba poczekać i wszystko przyjdzie z czasem, ale...

Izuśka temat scaliłam z podobnym - poczytaj wątek od początku. Może Cię zainteresować :tak:
kabatka

U nas nie było większych problemów ruchowych, Dawid zaczął chodzić w 18tym miesiącu życia. Ale za to był takim łobuziakiem, że ho, ho, do dziś mu to zostało.

dorota3 - 2010-06-10, 10:48

Hmmm Julcia ma 2 lata i 3 miesiące i też jeszcze nie myśli o chodzeniu :-?
Cóż ,trzeba czekać i tyle.
Jula ma niestety bardzo obniżone napięcie.Dodatkowo dostaje sabril ,który też dodatkowo troszkę je obniża.

kacha_wawa - 2010-06-10, 14:48

Ja się może doczekam pierwszych kroków Olisia na jego 5 urodzinki ;/ Chyba, że jak Jessica zacznie chodzić to i On coś ruszy do przodu. Stać stoi (ale tylko podtrzymywany, bo jak się kapnie, że go nie trzymam to siada), ale o chodzeniu to ja sobie mogę jeszcze pomarzyć :roll: Za to jak mi oboje zaczną w jednym czasie chodzić to dopiero wtedy będę miała rozrywkę ;-)
Roma - 2010-06-10, 14:57

Maciek od tygodnia przebiera nogami i wymusza, żeby go prowadzić (pod pachami). Straszną frajdę sprawia mu to chodzenie. Mam mieszane uczucia, bo cały czas mówi się, żeby na siłę dziecka nie "pionizować". Tylko on autentycznie rwie się do tego - jak trzymam go tyłem do siebie, to od razu pędzi do przodu. Śmiesznie to wygląda, bo nogi podnosi wysoko, jak żołnierz na defiladzie ;-)
Dzisiaj mamy rehablilitację w OWI, to porozmawiam o tym...
Wolałabym, żeby najpierw zaczął raczkować, ale po tych wszystkich operacja mięśnie ma tak pocięte na brzuszku, że nie ma siły podciągnąć nóżek pod brzuszek. Pracujemy nad tym.

Roma - 2010-06-11, 13:51

Nasza rehabilitantka powiedziała wczoraj, że wolałaby, żeby Maćka "przytrzymać" jeszcze przy ziemi, bo niewiele mu brakuje do raczkowania, a dzięki temu wzmocnią mu się mięśnie grzbietu i brzucha, co w jego przypadku ma duże znaczenie, bo przecież brzusio jest mocno pocięty po operacjach.
Dziecko, które odkryje uroki chodzenia nie będzie miało ochoty raczkować... Więc schowamy buty jeszcze na parę tygodni.

ania_as - 2010-06-11, 14:18

Izuśka, mój Łukasz właściwie to jeszcze całkiem samodzielnie nie chodzi. Przejdzie długość 6-8 metrów. Synuś mój ma 3latka i 10 miesięcy. Ale dodatkowo Łuki ma padaczkę i to niestety spowalnia proces chodzenia.
izuśka - 2010-06-11, 15:30

kacha_wawa napisał/a:
Ja się może doczekam pierwszych kroków Olisia na jego 5 urodzinki ;/ Chyba, że jak Jessica zacznie chodzić to i On coś ruszy do przodu. Stać stoi (ale tylko podtrzymywany, bo jak się kapnie, że go nie trzymam to siada), ale o chodzeniu to ja sobie mogę jeszcze pomarzyć :roll: Za to jak mi oboje zaczną w jednym czasie chodzić to dopiero wtedy będę miała rozrywkę ;-)




Dawid ma dokładnie tak samo:) dopóki nie zauważy, że sam stoi to jest ok...


pozdrawiam...

izuśka - 2010-06-11, 15:35

dziękuję za odpowiedzi:)



całuję wszystkie dzieciaczki :*

magura - 2010-06-11, 15:48

Izuśka - staraj się nie odpisywać pod swoimi postami. Na edycję masz 30 min w ciągu, których możesz dodać coś jeszcze do swojej wypowiedzi lub ją zmienić.
plaza - 2010-06-11, 19:02

Szymek zaczął chodzić około drugich urodzin, raczkował około roku. Rehabilitanci nie polecali nawet odpychacza, zamiast przytrzymywania pod pachy kładli pod paszki specjalną szarfę a ja zwyczajnie długi a cienki ręcznik. Nie trzeba się wtedy schylać (oszczędzamy nasz drogocenny kręgosłup) a dziecko uczy się łapać równowagę.
nefre - 2010-06-18, 12:36

no, Nati zaczyna samodzielnie chodzić... po jeden, dwa kroczki - mamy więc początki przygody z samodzielnym chodzeniem :-)

jak widzi miśka na stole, to ruszy po niego, zaraz jak tylko się zorientuje, że idzie sam, to ciapie na tyłek :-)

Co do motywowania, to na rehabilitacji ostatnio mówili, by z chodzić w taki sposób, żeby mocno go trzymać za biodra i wywoływać ruch naprzemienny nóżek.

Roma - 2010-06-18, 12:37

Nati :brawo: :brawo: :brawo:
semm - 2010-06-18, 12:43

Brawo Nati :brawo: :jupi:
ewelkaa - 2010-06-18, 12:44

Wielkie brawa Nati :brawo: :brawo: :brawo:
a ja nie wiem jak już tego mojego brzdąca zmotywować ;/ on by tylko na czterech pomykał.
Wczoraj zrobił mi miłą niespodziankę i zmotywowany chęcią dotarcia do tatusia siedzącego na ławce w parku zrobił kilkanaście niezłych kroków prowadzony za jedną rączkę :jupi:

Czytałam w tym wątku, że któraś z mam rozkładała w różnych miejscach słone paluszki i dziecko pokonywało odległość od paluszka do paluszka na nóżkach właśnie :-D
Chyba spróbuję ten sposób wprowadzić w życie bo mój Cypek to paluszkowy potwór :-D


Edit: o znalazłam :

papyta napisał/a:
Moja pociecha Michal gdy nauczył się stawać chodził boczkiem dookoła łóżeczka.Aby zachęcić go do samodzielnego chodzenia ,sadzałam go na srodku pokoju,on podpełzał do mebli ,wstawał i (metoda marchewki ) zbierał porozkładane co kilkanaście cm jego najulubieńsze słone paluszki.Najpierw rozkładałam na meblościance,później podsuwałam krzesła,stolik itp.Robiłam coraz większe odległości między porozstawianymi mebelkami i chcąc niechcąc musiał samodzielnie dojść do ulubionego palucha.Nawet nie zwrócił uwagi ,że sam do niego doszedł.Co do chodzenia "za rączkę".Nigdy za rączkę,zawsze pod paszkami i różnie z przodu bądź z tyłu.Kręgosłup bolał ale cierpienia warte dla efektów.

Iwonka2008 - 2010-06-19, 18:24

Nasz Adi też zaczyna robić małe kroczki!!!Dzisiaj zrobił 2.Tak się cieszy, że non stop powtarza tylko troszke nerwowo i czasem nóżki nie idą w parze z reszta.
Wstaje obok łóżka i puszcza się do łóżeczka lub do drugiego łóżka :jupi:
Tak bardzo się cieszymy z naszego szkraba!

Roma - 2010-06-21, 15:35

:brawo: dla Adrianka!!

ach.... Iwonka, ja to chyba zapłaczę się ze szczęścia jak Maciuś będzie na tym etapie :spoko:

Malina87 - 2010-06-21, 15:46

Adisku gratuluje ;-) Pierwsze koty za płoty, teraz to już z górki będzie ;-)
Magda2 - 2010-10-28, 13:28

U nas motywowanie do chodzenia wygląda następująco, nasza rehabilitantka na turnusie w CZD nam pokazała jak mamy z Weronisią postępować. Piłka - dziecko ma położone rączki na piłce, odpycha ją my przytrzymujemy z przodu aby nie uciekła i za nią zadąża albo stoi przy niej oczywiście nie może być oparta całym ciężarem tylko rączkami my lekko kołyszemy piłką na boki a dziecko daje kroczki na boczki łapiąc przy tym równowagę. Pchacz - na rehabilitacji mają takie specjalne wózki specjalistyczne w naszym przypadku bardziej odpowiednia jest piłka bo z tym pierwszym sobie Weronisia świetnie radzi jak to określiła rehabilitantka. Szarfa- kawałek materiału przełożonego pod paszki dziecka dobre dla wyższych osób typu mój M. Na zajęciach siedzimy z rehabilitantką na przeciwko siebie - Ona Weronisie mi puszcza bo jest w stanie przejść kilka kroczków, gorzej już w drugą stronę - trzymam Skarbeczka za bioderka i naprzemiennie prowadzę do rehabilitantki. Rozwój fizyczny Weronisi jak na rok i pięć miesięcy jest bardzo dobry według rehabilitantów. Jestem z córeczki bardzo dumna no i mi miło wysłuchiwać na terapii że dziecko sobie dobrze radzi. :-)
Makowa - 2014-08-07, 22:32

Wątek dawno ucichł, a ja mam pytanie o dzieci pełzające, nieraczkujące. Skończone dwa lata i stoimy z postępami już baardzo długo. Nie będzie raczkował, trudno, ale co dalej. Jak długo dziecko może pełzać?
Mama Ewy - 2014-08-07, 22:55

2 lata ,to mnie załamało ...
a po miesiącu Ewa chodziła.
Oby i Twój ot,tak i poszedł.

Mewa - 2014-08-07, 22:55

Macie dobrego rehabilitanta? Zawsze polecam naszą panią Iwonę Napierałę (prywatny gabinet na Słowackiego). Świetne podejście do dzieci i pełen profesjonalizm, jeżeli chodzi o ćwiczenia, spojrzenie na to, co dziecko potrafi, i wiedza, do czego i jakimi krokami ma dojść.
klaudia - 2014-08-08, 08:21

No to makowa witamy w klubie !: )
My co prawda mamy 16 miesięcy nie 2 latka ale to też już dużo no i pełzamy na całego :)
Młody umie siadać samodzielnie, umie wstawać samodzielnie ale do chodzenia to jeszcze hoho ba nawet raczkować mu się nie chce ( chodź potrafił by bo często podnosi się na pozycję czworaczą pobuja się chwilę i buch na brzuch i już ucieka pełzając oczywiście bo łatwiej :) )

też chętnie poczytam jak dzieciaki zaczynały z tym chodzeniem:)

Roksanka - 2014-08-08, 11:20

Moja Roksanka zaczęła chodzić w wieku 17 miesięcy, z raczkowaniem było kiepsko bo Mała wolała pełzać bo tak szło szybciej. Ale małymi krokami szła do przodu, na początku brała swój pchacz, czasami wózek dla lalek i je pchała. Innym razem to pchała Kewinka na jeździku. Miała dużą motywację do chodzenia, trzeba było nadążyć za rodzeństwem :lol: W końcu nabrała wystarczająco dużo siły aby móc samemu chodzić bez wspomagaczy. :-D
Makowa - 2014-08-08, 22:11

Dzięki dziewczyny. U nas już dawno 2 latka minęły. O samodzielnym siadaniu nie ma mowy. Stać też nie chce. Chyba zmienimy rehabilitanta rzeczywiście, ale prywatnie nie dam rady. Ohhh
Mewa - 2014-08-08, 22:32

Trudno, nie martw się, bo nawet najlepszy rehabilitant z zD naszych dzieci nie uleczy. Ale może rzeczywiście zmień rehabilitanta, bo jeżeli obecny uczy Wasze dziecko chodzić, a on nie potrafi jeszcze samodzielnie siadać, to coś nie gra. Nie da się tak przeskoczyć poszczególnych kroków w rozwoju.
klaudia - 2014-08-09, 09:11

No mi też się wydaje że najpierw powinien uczyć małego Siadać a później chodzić, my mamy 4 różnych rehabilitantów ( tzn nie prywatnyc h tylko w państwowej placówce) za każdym razem inny małego ćwiczy i każdy robi z nim coś innego ,no ale byle daje to jakiś efekt , chodź u nas to tak długo długo nic nie było taki mały przestuj a później w ciągu jednego tygodnia mały nauczył się i siadać samodzielnie i stawać, no ale do chodzenia to daleka droga i to wyboista bo mały ma stopy końsko-szpotawe .. i nawet te jego stawanie nie jest takie do końca poprawne bo stópki dają znać o sobie i kierują się do środka ...no ale to nie ten temat.
Makowa - 2014-08-09, 09:58

Spokojnie, pod tym względem mam doedukowanego rehabilitanta, który bardzo zwraca uwagę na to, by wszystkie etapy przejść i nic nie przyspieszać (dla tych co z Poznania - chodzimy do Poradni "Jaskółka", byłam też raz w przedszkolu "Bartek" rok temu - pani chciała uczyć nawet nie pełzające dziecko chodzenia. Po jednych zapłakanych zajęciach uciekałam gdzie pieprz rośnie od pani, która nazwała moje dziecko "dałnem"). Martwi mnie tylko, że Bruno nauczył się pełzać synchronicznie, nie naprzemiennie, w dodatku to tak długo trwa, że czworaków już chyba nie załapie. Chyba zasięgnę tylko opinii gdzie indziej, u innego rehabilitanta, może coś podpowie...

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group