To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Zakątek 21
Forum rodziców i przyjaciół dzieci z zespołem Downa. Porady, wsparcie, wymiana poglądów... Zespół Downa to nie koniec świata. Zajrzyj do nas - zobaczysz, że świat ma wesołe pomarańczowe barwy, a zupełnie blisko są ludzie gotowi Cię wesprzeć.

Rehabilitacja ruchowa - Motywowanie do chodzenia

kabatka - 2007-04-26, 11:43
Temat postu: Motywowanie do chodzenia
Niektórzy z Was czasami piszą o prowadzaniu maluchów za rączki. Kojarzycie o co chodzi: maluch stawia kroczki, rączki ma w górze w naszych dłoniach.
A ja się tak zastanawiam, czy tak się powinno robić... Wszędzie widzi się tak prowadzane maluchy, ale czy w przypadku naszych maluchów nie powinno sie bardziej zwracać na to uwagi?

Mówi się, że dziecko powinno samo nauczyć sie najpierw siadać, potem wstawać, potem chodzić boczkiem np. przy łóżeczku, a w końcu chodzić nóżka za nóżką. Prowadzanie dziecka za rączki pomija pewne etapy i nie motywuje do samodzielnego chodzenia.
Czytałam, że chodzenie bokiem przy meblach to ważny etap dla stóp. Ćwiczy wtedy przetaczanie stopy bokiem, które ma wpływ na prawidłowe ustawienie stopy (profilaktyka przeciw koślawości). Drugą sprawą jest fakt, że trzymając za dwie rączki, dziecko zawiesza się na naszych rękach i uczy się nieprawidłowych wzorców ruchu.

Niektórzy rehabilitanci mówią, że dziecko prowadzane za rączki, szybko załapuję, że pozycja pionowa jest super i potem już na podłodze nie bardzo chce przebywać i samemu ćwiczyć wstawanie z czworakowania.

Jestem ciekawa, czy rehebilitanci coś na ten temat Wam wspominali? Czy zwracacie na to uwagę?

GRADKA12 - 2007-04-26, 12:36

Nasza rehabilitantka mówi, że jeśli Michaś sam! chce chodzić za rączki to chwytamy Go stojąc przodem do Niego. Rączki dziecka są wyciągnięte do przodu, nie do góry. I tak sobie wędrujemy, Michaś do przodu - mama do tyłu :lol: Dziecko nie może "uwiesić się" na nas, musi w miarę możliwości samo utrzymywać równowagę.
karolina1 - 2007-04-26, 22:11

Nam nie kazali prowadzać Nicolki mówili że dziecko jak jest gotowe same powinno zacząć chodzić, a jeśli już chce bardzo powinno się podtrzymywać pod paszkami, ale oczywiście dla rehabilitantów najważniejszy etap to raczkowanie.
Marta Witecka - 2007-04-27, 07:14

Nasza Ewa też tak mówiła, mówiła też że wszystkie chodziki (takie majteczki zawieszone na obręczy i na kółkach) wyrzuciłaby i spaliła. Rzeczywiscie jak nasze maluchy raczkują, to jest powód do radości. Szymciowi to wyszło całe 10 miesięcy.
Nadziejka - 2007-04-27, 08:23

Tak, ja też słyszałam od rehabilitantów, żeby nie zachęcac dziecka do chodzenia, bo jak przyjdzie odpowiednia pora, czyli będzie do tego gotowy kręgosłup, gotowe mięśnie i umiejętność zachowania równowagi, to dziecko pójdzie samo. Z tych samych względów nie należy zachęcać także do stawania. Ale dobrze jest nauczyć go raczkowania.
groszek - 2007-04-27, 23:34

Motywować do chodzenia np pchając wózeczek dziecinny ,albo dziecięcy kosz na kółkach na zakupy (szukam do kupienia dla Maksa).Pani Erika mówiła ,żeby nie prowadzać Maksa za rączki, ale nawet jakbym chciała to on i tak się nie daje, albo sam ,albo na czworakach też sam :lol:
Megi - 2007-04-28, 00:16

Już kiedyś pisałam o pierwszych kroczkach Jarka, ale to było gdzie indziej. Napiszę więc jeszcze raz. Nasza rehabilitantka przywiązywała do drabinek dwie skakanki i stawiała Jarka pośrodku nich. Ja trzymałam skakanki z drugiej strony i wołałam go do siebie.Mały najpierw nieporadnie trzymając się skakanek szedł w moją stronę. Ćwiczyliśmy póżniej w domu we dwójkę tzn. z jednej strony mąż a z drugiej ja, Ola Jarkowi dopingowała i tak zaczął stawiać swoje pierwsze kroczki.Potem już tylko przy jednej skakance.
Marta Witecka - 2007-04-28, 07:54

Aniu, ja pożyczyłam od znajomych prawdziwy chodzik. To znaczy zrobiony do nauki chodzenia. Był na czterech kółkach, bardzo stabilny. Miał też rączkę akurat dostosowaną do wysokości Szymona. Miał też zabezpieczenie, gdyby dziecko leciało do tyłu, to on hamował i raczej się nie wywalał. Wózeczek dla lalek może zniechęcić, bo jest niestabilny.

Wyglądało to tak




agamama123 - 2007-04-28, 14:10

Marta, jakim cudem ja tego pchacza u was nie widziałam??????
Fakt, to super sprawa:)
Nasza Ewa tez nie pozwalała na prowadzanie za rączki - jesli juz to tylko takim specjalnym chwytem za barki. Kacper sam wstał i poszedł - wcześniej przez 10 miesięcy raczkował z predkoscią światła.

magdalenka - 2007-04-28, 16:54

My mamy podobny "chodzik-pchacz" Kai dostal go w prezencie i nie nadaje sie za bardzo. Jest zrobiony tak zeby dziecko szlo miedzy kolkami i tu jest problem, bo jest za waski zeby dziecko moglo swobodnie isc,wiec przy zakupie takiego sprzetu najpierw sprawdzcie czy sie nadaje .


Marta Witecka - 2007-04-29, 09:56

Potwierdzam, Kacper przeganiał wszystkich chodzących korytarzem prowadzącym do pokoju Ewy. Trudno go było rozdeptać.
Aguś, chodzika nie widziałaś, bo wzięliśmy go w lipcu, a we wrześniu już chodził. Z powodu ciasności lokalu oddaliśmy bardzo szybko.
Ja nie mogę uwierzyć jak ten czas szybko leci, dopiero walczyliśmy o to chodzenie, a teraz rower muszę gonić...
Tak mnie wzięło na sentymenty, bo z wesela siostry mojego męża wróciłam.

dawid legnica - 2007-04-29, 12:12

magda: my mamy podobny chodzik-pchacz i faktycznie kółka sa za wąsko rozstawione jest to problem tym bardziej że przy nauce chodzenia dzieci z reguły stawiają szeroko nóżki....

marta: a czy można gdzieś taki chodzik kupić???

sylpa - 2007-04-29, 12:51

My też nie prowadzaliśmy Patrycji za rączki, czasami sporadycznie, w wyjątkowych wypadkach, np. jak nudziła się czekając w przychodni, a nie chciałam, żeby całą podłogę powycierała ubrankami :-)
Wiem, że lekarze nie zalecają takich "zawieszanych" chodzików, o wiele lepsze są takie do pchania, Patrycja akurat przez krótki czas używała wózeczka dla lali, ale rzeczywiście był niestabilny, więc nie polecam.
Oprócz takich typowych pchaczy są też zabawki np. kosiarki do trawy - mają jedną wadę: zazwyczaj strasznie hałasują, bo wydają dźwięk imitujący koszenie :-)
Dzieciom się to podoba, gorzej z rodzicami ;/

Marta Witecka - 2007-04-29, 17:01

Basiu, takich chodzików trzeba szukać w sklepach z rzeczami dla dzieci. Ale w dużych, bo wtedy jest wybór. Szybciej znajdziesz coś takiego jak ma Kai (jest na zdjęciu), bo na tym naszym chodziku wychowały się dzieci, które mają około 12 lat. Ale można pytać. Ważne jest, aby było to stabilne, bo Szymon np jak się wywalił i do tego uderzył, to się zniechęcał i trzeba było czekać, aż się odważy.

Zgadzam się z Nadziejką i Maciejką, raczkowanie ma ogromne znaczenie dla synchronizacji obu półkul. Nasza fizjoterapeutka, ma teraz z Szymciem zajęcia z integracji sensorycznej, wciąż się pyta i sprawdza jak idzie mu to dalej. Czyli czy wchodzi i schodzi ze schodów naprzemiennie. Jak zwróciłam na to uwagę, to okazało się, że nie jest to takie oczywiste, ale nauczyłam go i przećwiczyłam. Do OWI jeździmy metrem i bez wózka, więc chodzimy masą schodów. I Szymek załapał!

groszek - 2007-05-02, 23:00

Ostatnio jak patrzę na Maksa jak on bardzo stara się chodzić i jak jeszcze mimo tylu powtarzanych prób jeszcze mu nie wychodzi, to dociera do mnie jakie to jest trudne. Moje starsze dzieci skończyły rok i siup kilka kroków i w drogę, A ten się musi mozolić i powtarzać i ponawiać próby i jeszcze ciągle w mózgu ta ścieżka się nie utrwaliła i on znów na czworaki. To smutne ,że te nasze dzieci muszą "wspinać sie na palce", że by dostać to co inne dzieci , bez zespołu , dostają tak po prostu ... :cry:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group